Praca na "pół gwizdka"

https://unsplash.com/@mrthetrain

Im dłużej pracuję (żyję?), tym więcej widzę możliwości robienia różnych, potencjalnie ciekawych rzeczy.

W takich sytuacjach zachowuję się jak przeciętna większość - próbuję zrobić wszystko na raz, bo szkoda odpuszczać jednej rzeczy na korzyść drugiej. Kończy się na tym, że prawie nic nie jest zrobione tak, jak powinno.

1429 pomysłów, które ciągle walczą o uwagę, tylko pogłębia ten problem.

Kiedyś myślałem, że bez problemu mogę pracować nad kilkoma projektami naraz i że to kwestia podzielenia dostępnego czasu.

Mając dwa zadania, mogę przecież każdemu przydzielić 50% czasu i wszystko będzie ok.

Jednak po wielu nieudanych próbach okazało się, że gdy chcę pracować na pół gwizdka nad jednym projektem i na pół gwizdka na drugim, to muszę jeszcze zwrócić uwagę na najważniejszy czynnik, czyli dostępną energię, która mocno wpływa na jakość tego, co robię.

Opracowałem swój model mentalny, który pomaga mi uwzględnić energię w podziale pracy.

Mój model mentalny pracy na “pół gwizdka”

Załóżmy, że mamy dwie aktywności, przykładowo:

  • A: Day job
  • B: Side job

Aktywności A poświęcam 80% dostępnego czasu i 40% dostępnej energii.

Aktywności B poświęcam 20% dostępnego czasu i 60% dostępnej energii.

Podzieliłem to w taki sposób, bo przeważnie na mniej ważne, choć ciekawsze (lub po prostu nowsze) aktywności poświęcam mniej czasu i więcej energii, a na te ważniejsze, więcej czasu i mniej energii. U każdego może wyglądać to inaczej, ale nie ma to znaczenia.

Znaczenie ma to, że finalnie praca na “pół gwizdka” wygląda jak wynik mnożenia tych dwóch procentów:

  • A: 80% czasu * 40% energii = 0.32
  • B: 20% czasu * 60% energii = 0.12

Nad żadną z tych aktywności nie pracuję na pół gwizdka. Tylko na 0.32 i 0.12, które łącznie wynoszą 0.44 gwizdka. 0.56 znika w eterze.

Gdybym pozbył się jednej aktywności i włożył 100% czasu w drugą, to wystarczyłoby 44% energii, żeby osiągnąć te same wyniki. Mógłbym też poświęcić 100% energii i wykonać tę samą robotę w 44% czasu. Reszta leży wolna.

(Początkowo chciałem to równianie oprzeć o jakiś sprytny wzór z fizyki, ale tak naprawdę jest to opis moich odczuć, a fizyka nie opisuje odczuć, więc nie ma co się spinać na siłę).

Następstwa pracy na “pół gwizdka”

Taki sposób myślenia o podziale czasu i energii powoduje, że łatwiej mi zrozumieć negatywne następstwa pracy w ten sposób.

1. Brak dowożenia wyników na takim poziomie, jakbym chciał.

Gdy pracuję nad wszystkim na “pół gwizdka” (czy to na 0.32, 0.12 lub 0.25), to siłą rzeczy nie jestem w stanie zrobić niczego, co jest zgodne z moimi standardami i z czego byłbym zadowolony.

A to właśnie te rzeczy, którym poświęcam się na 100%, powodują, że jestem zadowolony ze swoich wyników. To te rzeczy są najlepsze, na jakie mnie stać.

Praca 10X polega na tym, żeby pracować 10X mocniej, niż mi się wydaje, że powinienem, bo po drodze wyłoży się tyle rzeczy, że finalnie skończę na wyniku 1X, czyli na takim poziomie, jaki jest wystarczająco zadowalający. Czasem jednak, przy odrobinie szczęścia, trafi się 2X lub 3X.

2. Utrata “efektu WOW”.

Wierzę, że praca “na pełnej” powoduje, że ludzie chętnie z Tobą pracują, chcą za tę pracę dobrze płącić i nie chcą się z Tobą rozstawać.

Praca na pół gwizdka powoduje, że działam na gorszym poziomie niż ktoś, kto po prostu siedzi i robi tylko to, co mu kazali.

Przestaję być spójny, bo nie robię tego, co powiedziałem, że zrobię. Inne rzeczy odwracają moją uwagę.

3. Stagnacja, brak lub nawet cofanie się w rozwoju.

Wynika to z tego, że nie poświęcam wystarczająco dużo energii na to, żeby każde zadanie czegoś mnie nauczyło.

Działanie na “pół gwizdka” powoduje, że najciekawsze i najtrudniejsze zadania muszę wydelegować komuś innemu, kto może zrobić to “na pełnej”.

Sam wybieram sobie zadania, które wiem, jak zrobić, bo nie zabierają mi zbyt dużo czasu i energii. Takie zadania nie rozwijają. Rozwijają te, które są na granicy naszych kompetencji i na które trzeba poświęcić czas i energię.

Co w związku z tym?

Po pierwsze, muszę pamiętać o tym, że czasem trafią się takie sytuacje, w których będę musiał pracować na “pół gwizdka”.

Powinienem wtedy zapytać samego siebie, czy to, co chcę zrobić, jest warte drastycznego obniżenia moich standardów i związanych z tym kompromisów. W większości przypadków najprawdopodobniej nie. Zastanowię się więc dwa razy nad dołożeniem sobie kolejnych rzeczy do zrobienia.

Po drugie, jednym z rozwiązań, które najbardziej do mnie przemawia, jest sekwencyjne układanie zadań, projektów i wszystkiego, za co się zabieram.

Żeby działać w taki sposób, dzielę pracę na mniejsze części, które nazwam pakietami.

Pakiet to mniejsza część zadania, która dostarcza konkretne wyniki pracy i pozwala budować wielkie projekty w małych inkrementach.

Nad każdym z tych pakietów pracuję “na pełnej”, daję z siebie wszystko, nie wpadam w multitasking/“pracę na pół gwizdka”, a potem układam je jeden za drugim, jak klocki lego i stopniowo tworzę rozbudowaną, wartościową strukturę dowiezionych zadań i projektów.

Taki sposób pracy nie jest może specjalnie odkrywczy, ale za to trudny do osiągnięcia. Wymaga eksperymentów, umiejętności określenia początku i końca każdego zadania/pakietu oraz zrozumienia zależności nimi.

Pisali o tym m.in. Brian Tracy, Cal Newport, czy Nathan Barry. Jest to też część metodologii Second Brain.

Wydaje mi się jednak, że warto próbować i trenować pracę w taki sposób, bo dzięki temu mam szansę na odblokowanie pełnej przepustowości i dowiezienie rezultatów 1X, a przy odrobinie szczęścia, może nawet 2X lub 3X.