Dziennik prac nad programem "Skuteczna Praca w Zespole"

Zacząłem pisać blog skutecznyprogramista.pl w 2020 i zrobiłem to, co zawsze chciałem zrobić - dzielić się wiedzą i budować nowe znajomości.

W ramach bloga nagrałem nawet kilka filmów na YT i odhaczyłem kolejne achievementy.

Po jakimś czasie postanowiłem przekształcić ten blog w coś więcej niż hobby na boku i stworzyć swój pierwszy program online. Chciałem w nim pokazać te aspekty pracy w zespole, które uważam za najważniejsze, które dają największy zwrot z inwestycji i które robią z nas kogoś więcej niż klepacza kodu.

To już nie było takie łatwe. Jednak w momencie, w którym zacząłem pisać ten wpis (2022-06-01), mam gotowy outline i agendę programu, który będę jutro sprzedawał.

Szczęściem w nieszczęściu jest to, że po drodze nauczyłem się naprawdę wiele, głównie o tworzeniu treści. Jednak nigdzie, poza kilkoma newsletterami, nie opisuję swojej drogi w transparenty sposób i chciałbym zmienić to tym wpisem.

👉 Ten wpis to dziennik zdarzeń, gdzie zamierzam udokumentować całą drogę od początku do końca.

Początkowo może być tu mało szczegółów, ale będzie coraz więcej.

(Zainspirował mnie 24 godzinny challenge Amy Hoy).

Styczeń 2020

Zacząłem od pisania bloga i newslettera https://skutecznyprogramista.pl/blog/.

Narzędzia, których użyłem to Gatsby i Mailerlite.

Chciałem podzielić się tym, czego nauczyłem się przez lata o pracy w IT i jednocześnie ułożyć sobie wszystko w głowie.

Największą zaletą bloga jest to, że wszystkie rzeczy, które tam opisałem, działają i są sprawdzone wielokrotnie sprawdzone w bojach przez wiele osób.

Największą wadą jest to, że przez długi czas mój sposób pisania był oparty o “musisz”, “powinieneś”, o próbę bycia zabawnym trochę za mocno i o przekonywanie ludzi do tego, że mam rację.

Wpisy dalej tam istnieją i strasznie źle mi się je czyta, mimo że zawierają wszystko to, co u mnie zadziałało.

Kwiecień 2020

Opublikowałem mój pierwszy film na YT.

Od dawna wiedziałem, że YT działa bardzo dobrze jako medium do łączenia się z ludźmi, którzy są zainteresowani tematami, o których chcemy mówić.

Wtedy moją największą inspiracją był Thomas Frank i zawsze chciałem tworzyć filmy na YT w ten sposób, co on.

Nauczyłem się całkiem sporo o tym, w jaki sposób nagrywać, oświetlać i montować filmy. Miałbym z tym bardzo dużo funu, gdyby nie to, że tworzenie filmów na YT jest ekstremalnie czasochłonne.

Nagranie 10-minutowego filmu to kilka godzin pracy. Pracy, której nie da się wyedytować i poprawić. Jak ją wrzucę w Internet, taka już zostanie na wieki.

Z tego powodu nagrałem tylko 6 filmów (ostatni miał premierę 2020-06-25) i wróciłem do pisania. Planuję wrócić jeszcze na YT, ale w lżejszej formie, gdzie będę dokumentował, co robię i nie będę musiał przejmować się tyle nagrywaniem, montażem i tym, że treści nie można poprawić. Sposób nagrywania w stylu Thomasa Franka już mnie nie interesuje.

Narzędzia, które wykorzystałem do nagrywania można znaleźć w sekcji “Sprzęt”.

Październik 2020

Zacząłem zmieniać podejście do pisania postów i wyrzucać wszystkie “musisz”/“powinieneś”.

Napisałem o zmianie podejścia w newsletterze: https://preview.mailerlite.com/w0y2e3

To była największa i najlepsza zmiana w tworzeniu treści jaką zrobiłem.

Gdy byłem w trybie “musisz/powinieneś”, to musiałem (;)) przekonywać wszystkich, że to, co tam wrzucam, ma sens i że naprawdę muszą/powinni.

Do tego momentu tworzenie treści było bardzo trudne, bo cały czas starałem się coś udowodnić.

Wynikało to oczywiście z chęci niesienia pomocy, bo te rzeczy naprawdę działają, ale są jednocześnie tylko jednym ze sposobów na osiągnięcie celu. Każdy może mieć inny.

W tym momencie zacząłem dokumentować i proces ten trwa do teraz.

Wydaje mi się, że tryb “musisz/powinieneś”, to obecnie największy rak wśród twórców treści i byłoby nam wszystkim lepiej, gdyby każdy pokazywał, co działa u niego i nie próbował nikogo do niczego przekonywać. Bo kontekst każdego z nas może się różnić.

Pierwsze miesiące 2021

Miałem treści, które nie pasowały do bloga SP, a chciałem się nimi podzielić.

Część przemycałem w newsletterze, ale to nie wystarczało. Stworzyłem więc do tego celu blog, który obecnie czytasz. Na początku nie wiedziałem, jak podzielić treści między dwa blogi, ale po jakimś czasie wszystko mi kliknęło. Głównie za sprawą takich ludzie jak Joel Hooks i Nat Eliason.

Po jakimś czasie opisałem podejście do pisania prywatnego bloga, którego celem jest dokumentowanie rzeczy, które mnie interesują i którymi się zajmuję.

Sierpień 2021

Ogłosiłem, że praca nad blogiem skutecznyprogramista.pl w takiej formie, jak teraz, przestała mnie interesować i że postanowiłem zamienić go w mailing, który doprowadzi odbiorców do pełngo programu.

Zrozumiałem, że pisanie ragularnego newslettera oraz bloga wyłącznie na tematy IT zaczyna mnie powoli nudzić i nie przynosi tyle wartości, ile bym chciał.

👉 Zrozumiałem, że optymalny tryb tworzenia dla mnie to założenie projektu, stworzenie w jego ramach czegoś konkretnego od początku do końca, przeprowadzenie odbiorcy od punktu A do punktu B, a potem ruszenie z następnym projektem.

Moje rozkminy mocno łączyły się ze zmęczeniem branżą IT, wypaleniem (kilka miesięcy zajęło mi zrozumienie, że to było wypalenie) i rzuceniem etatu na pół roku - od 04.2021 do 10.2021.

Więcej na temat tej decyzji opisałem w newsletterze: https://preview.mailerlite.com/f9y5t2

Inspiracją do stworzenia mailingu byli blogerzy z zachodu, którzy często tworzą mailowe minikursy wprowadzające do produktu, które w kilka dni lub godzin przynoszą konkretną wartość ludziom oraz mailingi Maćka Aniserowicza.

Maile są wtedy układane w sekwencję za pomocą automatyzacji: co jakiś czas dokładam nowe maile do sekwencji, między każdym mailem ustawiam tydzień opóźnienia i każda nowo zapisana osoba, dostaje kolejnego maila w każdą kolejną środę (chyba że ktoś już jest na końcu kolejki, a ja nie dodałem nic nowego na dany tydzień). W ten sposób wszyscy dostają wszystko (z opóźnieniem, ale jednak).

Wcześniej nie stosowałem sekwencji i co tydzień wysyłałem nowego maila do takiej ilości osób, jaka obecnie była zapisana na listę. Przez to mam wiele maili, które przeczytało tylko kilkadziesiąt osób, bo zostały wysłane tylko raz, gdy lista była mała.

Są inne sposoby, żeby ogarnąć ten problem, ale ten jest wg mnie najprostszy.

Październik 2021

Znowu zacząłem pracować na etacie, choć na trochę innych warunkach niż wcześniej. Pisałem o tym w podsumowaniu 2021.

Powrót do regularnego pisania kodu i dogrywania się z zespołem spowodował, że brakło mi zupełnie energii na cokolwiek innego.

Miałem w tym czasie ostro pracować nad segregowaniem i układaniem materiałów do programu, a zajmowałem się głównie pisaniem kodu w pracy.

Projekt trwał pół roku i przez pierwsze miesiące udało mi się wyrobić nawyk, który pożyczyłem od mojego kolegi Bartka - wstaję wcześnie rano i od razu zabieram się do pracy nad własnymi rzeczami, a dopiero potem, po dowiezieniu jakiegoś kawałka, siadam do pracy dla klienta.

Jest to najważniejszy nawyk, którego muszę się trzymać. Nadal mam jednak problem w sytuacjach niestandardowych, czyli np.:

  • z jakiegoś powodu muszę rano zająć czymś innym (coś dla klienta, jakieś spotkanie, auto trzeba zawieźć na warsztat)
  • zbyt późno poszedłem spać i rano nie wstałem odpowiednio wcześnie
  • coś w życiu tak bardzo wyczerpuje mi energię, że nie chce mi się rano pracować nad czymkolwiek (przykład: szukanie kolejnego projektu i rekrutacje)

Maj 2022

Takim porannym trybem pracy udało mi się jakoś doczołgać do maja 2022 i skończyć układanie materiałów do pełnego programu.

W międzyczasie pisałem kolejne maile, aczkolwiek od grudnia przestały być one regularne i bardzo mnie to boli.

Czemu? Bo regularne maile miały być podstawą do budowania zaufania wśród odbiorców. Bez tego muszę liczyć, że wystarczą punkty splendoru, które nabiłem wcześniej, tworząc bloga, nagrywając YT, stories na Instagramie i wymieniając się doświadczeniami w mailach oraz prywatnych wiadomościach.

Z drugiej strony trwało to też zbyt długo. Idealnie pierwszą wersję kursu powinienem dostarczyć po 1-2 miesiącach od ogłoszenia i dać ludziom pełną wersję, która przyniesie najwięcej wartości, a nie rozdrabniać się w mailach. Przynajmniej dla mnie taki tryb ma największy sens, zgodnie z tym, co pisałem wyżej na temat “optymalnego trybu tworzenia”.

Podczas układania materiałów wybierałem tylko to, co najważniejsze. Wiele rzeczy, które wrzucałem wcześniej na bloga, nie trafią do finalnego programu, bo są tylko jego rozszerzeniem. Często mówiłem o rozwoju w IT, a to nie jest krytyczne do tego, żeby pokazać, jak skutecznie pracować w zespole.

W całym procesie wyboru tego, co najważniejsze mocno pomogły mi archiwalne wpisy na blogu Paula Jarvisa o tworzeniu minimalistycznego biznesu, jego książka Company of One i książka Just Fucking Ship od Amy Hoy, która pokazuje jak szybko dowieźć pierwszą wersję produktu.

W skrócie: im mniej materiałów, tym lepiej. Im szybciej dowieziesz pierwszą wersję, tym lepiej.

U mnie nie było to takie proste, bo wiedzę i doświadczenie, które chcę przedstawić, zbierałem przez kilka lat. Choćbym chciał, to ten program nie będzie krótki, bo jest zbyt wiele tematów, które zaliczają się do kategorii “niezbędne”. Przez jakiś czas zastanawiałem się, czy nie wyodrębnić tylko jednego modułu z całego kursu i dowieźć tylko tyle, ale brakuje wtedy punktów zaczepienia, które pokazują, dlaczego akurat to, o czym mówię, ma sens. Dlatego będzie całość albo nic.

Życie ułatwiają mi też doświadczenia z tworzenia prezentacji i szkoleń stacjonarnych.

Gdy tworzę szkolenie lub prezentację, to zawsze zaczynam od dwóch rzeczy:

  • Spisania transformacji, którą ma przejść odbiorca (Punkt A -> Punkt B).
  • Stworzenia szczegółowego outline’u, w którym w wielokrotnie zagnieżdżonej liście spisuję wszystkie tematy, które chcę poruszyć i układam je w sensowny flow tak, żeby jeden temat przechodził płynnie w kolejny.

Taki outline powoduje, że po wrzuceniu go na slajdy, mogę praktycznie o każdym temacie opowiadać na freestyle’u. Jakość takiej prezentacji zależy wtedy wyłącznie od tego, jak dobrze mam przemyślany każdy temat.

Dokładnie to samo wykorzystałem tutaj i w każdym innym kawałku treści, który tworzę.

Outline

Konkretne treści zbieram w moim systemie do notatek. Pozwala mi to stworzyć outline, a potem uzupełniać treścią:

Slipbox

Krótko o walidacji

Do moich największych wyzwań od zawsze należy walidacja pomysłu, czyli zrozumienie, czego tak naprawdę chcą odbiorcy.

Najczęściej udzielaną radą jest “spytaj odbiorców czego chcą, niech sami Ci powiedzą”.

Ta rada wysypuje się w momencie, gdy przypominam sobie znany cytat Henrego Forda, “If I had asked people what they wanted, they would have said faster horses”.

Ten problem da się ominąć, jeśli zaczniemy zadawać pytania o problemy, z jakimi zmagają się ludzie, o to, w jaki sposób sobie z nimi radzą i przez obserwację ich zachowań.

W moim przypadku pytanie o problemy zadawałem w ankiecie, która była dołączona do każdego maila w mailingu na samym dole. Znajdowało się tam proste pytanie:

Czego chcesz się dowiedzieć o skutecznej pracy w zespole? Czy są jakieś wyzwania lub problemy, z którymi musisz sobie poradzić? Chodzi tu o wszystko, co związane z zespołem projektowym, z klientem, pracodawcą lub zadaniami.

Odpowiedzi były różne i część z nich nie pasowała zupełnie do tego, co chciałem omawiać, ale kilka rzeczy wrzuciłem do agendy programu.

Walidacja przez obserwacje polegała na mieszance kilku rzeczy:

  • ile osób zapisało się na listę mailową: ~1000, sporo usunąłem, ze względu na brak zainteresowania tematem, ale zanim to zrobiłem, to napisałem maila z przypomnieniem (https://preview.mailerlite.com/m1t7y4r3t4), który po kliknięciu w link dopisywał taką osobę do specjalnej grupy w mailingu i wiedziałem, żeby jej nie usuwać.
  • ile osób do mnie pisze z pytaniami związanymi z programem na mailach i na Instagramie (tutaj znalazło się przynajmniej kilkadziesiąt pytań, nie mam dokładnych statystyk)
  • ile osób czyta i kilka w linki (17608 wysłanych maili, współczynnik otwarć 52.26%, współczynnik kliknięć 6.22%)

Czerwiec 2022

Taki sposób walidacji, jak opisałem wyżej, jest dla mnie wystarczający, żeby określić, że jest zainteresowanie tematem, ale niewystarczający, żeby stwierdzić, że ktokolwiek jest zainteresowany kupnem pełnego programu.

Dlatego, zanim zacząłem nagrywać, postanowiłem odpalić przedsprzedaż. Chciałem to zrobić w najprostszy możliwy sposób, pisząc maila do listy:

  • że odpalam przedsprzedaż w promocyjnej cenie 384 zł brutto
  • że zacznę nagrywać,jak kupi 20 osób, a limit osób to 25 (bo chcę zebrać feedback, a im więcej osób, tym ciężej)
  • że zwracam hajs, gdy nie uzbieram 20 osób

i prosząc o przelew na konto, bo dowód wpłaty, to najlepsza walidacja.

Wyszedłem z założenia, że jeśli ludzie z listy mailowej nie chcą kupić czegoś po najlepszej możliwej cenie, to nie warto tego budować.

Wiedzę o przedsprzedaży, czerpałem głównie z https://mailketing.pl/ i tego, jak zrobił to Nat Eliason przy sprzedaży swojego kursu.

Nat stworzył outline, wrzucił screenshot na Twittera i poprosił o płatność na PayPala, jeśli ktoś chce dołączyć i budować kurs wspólnie, przez udzielanie feedbacku. Proste i skuteczne.

Chciałem w podobny sposób zrobić to u siebie - podając numer konta i prosząc o dane do wystawienia faktury.

Nie znam się jednak na Polskim prawie na tyle, żeby stwierdzić, czy mogę w taki sposób cokolwiek sprzedawać bez narażania się na jakieś konsekwencje ze strony urzędu skarbowego lub jakiejś innej organizacji, a nie miałem czasu wchodzić w dyskusje z księgową.

Polecono mi też stworzyć linka do jakiegoś koszyka, ze względu na to, że wymaganie od kogoś, żeby zrobił ręczny przelew, a potem wysyłał dane do faktury, może zniechęcić do zakupu.

Zrobiłem więc mały research. Używam MailerLite i Fakturowni, więc wymaganiem była integracja z tymi systemami i jak najniższa cena.

Zacząłem od sprawdzenia, czy mogę utworzyć link sprzedażowy przy pomocy Stripe, którego kiedyś skonfigurowałem i który teoretycznie był gotowy do przyjmowania płatności.

W Stripe już od jakiegoś czasu istnieje stworzenie prostej strony płatności przy pomocy funkcjonalności Payment Links. Kiedyś nie było jednak możliwości dorzucenia pola NIP w formularzu sprzedaży, więc jeśli ktoś chciałby dokonać zakupu na firmę, to nie mógł tego zrobić. Teraz taka możliwość istnieje, jednak pole z NIP-em nie jest potem widoczne na fakturze generowanej przez Stipe. Dokodzili funkcjonalność, ale chyba nie do końca, albo ja czegoś nie rozumiem. Mógłbym samodzielnie ogarnąć integrację z Fakturownią przy pomocy webhooków, ale nie było na to czasu. Stripe odpadł.

Próbowałem też skonfigurować wykorzystywany przez wielu twórców Tpay. Odpadłem, gdy dowiedziałem się, że weryfikacja danych trwa około tygodnia, albo dłużej i gdy kazali mi zrobić bezzwrotny przelew o wartości 200zł, tylko po to, żeby zweryfikować moje konto bankowe i umożliwić wypłacanie kasy.

Dla porówniania Stripe czy też polski Paybylink (o którym później) życzą sobie tylko złotówkę 🤷‍♂️.

Z gotowych koszyków najbardziej przypadł mi do gustu https://www.easycart.pl/, a z gotowych platform, które są dedykowane na rynek polski - https://webtolearn.pl/.

Wybrałem w końcu WebToLearn, bo to pełna platforma, która obsługuje sprzedaż i dostarczanie kursu, ma budowany hosting video oraz konfiguracje z Fakturownią i MailerLite. Konfiguruję wszystko raz, łącznie z integracjami, a potem już tylko nagrywam i wrzucam kolejne materiały.

Jeśli dobrze rozumiem, to EasyCart nie integruje się z niczym bez użycia Zapiera. W FAQ EasyCart jest wpis: “Możemy też połączyć Cię z jednym z wystawcą faktur jak inFakt, wFirma, iFirma, Fakturownia. Koszt utrzymania integracji to 50 zł miesięcznie.” Gotowy koszyk, bez możliwości samodzielnej, darmowej integracji z systemem do faktur, nie jest dla mnie wystarczająco “gotowym koszykiem”. Pewnie jest jakiś prosty sposób na ogarnięcie tego przypadku (np. eksport z ich wbudowanego systemu faktur), ale nie miałem w tym momencie czasu na dalszy research i tworzenie ręcznych automatyzacji.

Doświadczenie nauczyło mnie też, że każda kolejna automatyzacja, to kolejny potencjalny punkt wystąpienia awarii. Poza tym i tak musiałbym wykorzystać jakąś platformę do stworzenia programu, a EasyLMS z tej samej stajni jest zbyt drogi do moich prostych zastosowań. Może kiedyś.

Zostało mi wybranie bramki płatności. WebToLearn polecał na swojej stronie dwie opcje:

  1. https://hotpay.pl/, na który się nie zdecydowałem, bo zobaczyłem na stronie twarz Friza, Borysa Szyca oraz logo FAME MMA i na szybko uznałem, że nie jestem w targecie. (Spieszyłem się, interesowały mnie konkrety, a nie marketingowe treści, ale mają najniższą prowizję, więc pewnie kiedyś jeszcze przyjrzę się blizej).
  2. Sensownie wyglądający https://paybylink.pl/, z którego zdecydowałem się skorzystać, bo wyglądało na to, że szybko weryfikują konto i nie życzą sobie 200 zł za aktywację.

Long story short, nie będę korzystał z Paybylink z kilku powodów:

  • Pierwsza weryfikacja wymagała przelewu z konta bankowego i trwała dłużej niż obiecane 24h. Dokonano jej dopiero po napisaniu do supportu (praktycznie od razu, więc nie wiem, co było problemem).
  • Druga weryfikacja wymagała podania adresu sklepu, regulaminu i polityki prywatności. Podałem wszystkie informacje i są one dostępne publicznie na stronie platformy. Spodziewałem się szybkiej akceptacji, lecz znowu musiałem pisać do supportu na drugi dzień.
  • Dostałem informację, że podczas wejścia na moją stronę należy się zalogować i utrudnia to weryfikację.
  • Nikt mnie o tym nie poinformował i dowiedziałem się tego tylko dlatego, że sam spytałem.
  • Tworzę zamkniętą platformę dla tych, którzy wykupili dostęp, a produkt nie istnieje i nie jest dostępny po zalogowaniu na platformę, bo to prywatna przedsprzedaż. Odpisałem, że nie mają dostępu by design, ale polityka prywatności oraz regulamin są widoczne publiczne - również na stronie logowania w stopce. Dostałem odpowiedź “Aby zaakceptować sklep musimy wiedzieć, co klienci mogą zakupić na danej stronie. Ponadto w systemie nie widzimy linków do regulaminu oraz polityki prywatności. Poproszę o testowe dane do logowania na stronę”
  • Cały proces zeżarł mi zbyt wiele punktów szaleństwa i musiałem zrezygnować.
  • Po jakimś czasie (i po fakcie) sklep został aktywowany, bez potrzeby logowania się na testowe konto i bez jakichkolwiek dodatkowych informacji z mojej strony. Czyli jednak się dało.
  • Nie zostałem poinformowany, że mój sklep jest aktywny. Dowiedziałem się tego, logując się samemu na stronę. Żadnych powiadomień.

Na szczęście po zalogowaniu do WebToLearn i próbie podpięcia płatności dowiedziałem się, że wspierają Stripe’a, mimo że nie mieli tego wcześniej napisane na swojej stronie z ficzerami. Gdybym wiedział wcześniej, to nawet nie zaczynałbym zabawy z innymi bramkami płatności. Konfiguracja Stripe’a trwała 30 sekund.

Z Paybylink zrezygnowałem ze względu na słabą obsługę klienta, która wg mnie powinna być znaczenie lepsza, gdy w grę wchodzą pieniądze.

Genialną obsługą klienta wykazał się jednak WebToLearn. Ta platforma to wielki kombajn, który pozwala zrobić chyba wszystko, co związane z produktami online, jednak ma swoje dziwe quirki, a UX jest raczej z tych, co nie pomagają.

Z tego powodu musiałem skorzystać z ich supportu i na wszystkie pytania odpowiedzieli w ciągu kilku minut. Dzięki temu wszystko udało się skonfigurować na czas i cały proces sprzedaży zadziałał od strzała.

Z supportu korzystałem jeszcze na koniec sprzedaży, bo zorientowałem się, że strona sprzedażowa nie informuje o braku miejsc i nadal wygląda, jakby była aktywna (licznik cały czas odliczał czas do zakończenia i formularz był aktywny).

Dowiedziałem się, że informację o braku miejsc użytkownik dostaje dopiero po wypełnieniu formularza z danymi do zakupu i że mogę zakończyć sprzedaż, ręcznie zmieniając jej status. Problem znowu został rozwiązany w przeciągu kilku minut.

Ze względu na UX pozostał troche niesmak. Miałem wrażenie, że sprzedaż nadal jest aktywna i użytkownik odniósłby takie samo wrażenie. Wg mnie formularz powinien być nieaktywny oraz informować, że miejsc już nie ma. Po ręcznej zmianie statusu sprzedaży na zakończoną strona do zakupu informuje, że taka sprzedaż nie istnieje, zamiast informować, że została zakończona. Mam nadzieję, że poprawią to w najbliższym czasie, bo poza tym wszystko wydaje się 👍.

Mail o sprzedaży i wyniki

Po spięciu wszystkiego zostało napisanie maila i podesłanie linka do koszyka.

W poniedziałek 30.05 wysłałem informację, że w czwartek 02.06 podeślę info o przedsprzedaży i będzie możliwość dołączenia do pełnego programu.

Nie podawałem żadnych szczegółów, chciałem po prostu uprzedzić wszystkich i dać równe szanse na zakup. Obiecałem, że osoby z listy mailowej otrzymają najlepszą opcję zakupu i nie chciałem, żeby ktoś ją przegapił i miał pretensje.

W czwartek zamieściłem w mailu krótki opis programu, nazwę, dlaczego go tworzę, podesłałem agendę i przedstawiłem plan gry - przedsprzedaż, limit miejsc, najlepsza cena, 30 dni na zwrot od dostarczenia pierwszego modułu, nagrywanie zaczynam po 26.06, bo jadę na urlop.

Ogłosiłem, że osoby, które zakupiły kurs w przedsprzedaży, będą miały wpływ na to, jak on wygląda, co jest ok, czego brakuje itd.

Wyniki:

  • w połowie dnia wiedziałem już, że będę nagrywał kurs
  • w przeciągu pierwszej godziny kupiło 13 osób
  • do końca dnia było już 23
  • następnego dnia zeszły ostatnie 2 sztuki

Jestem pozytywnie zaskoczony tym wynikiem i czuję, że uda się stworzyć coś naprawdę fajnego.

Kolejne aktualizacje będą pojawiać się tutaj, aż do momentu nagrania wszystkich modułów.